
|
Historia
Kuźnia Wodna
„Stara młotownia na potoku oliwskim” - artykuł z czasopisma 30dni nr 2(40) marzec/kwiecień 2002 Autor: Tadeusz T. Głuszko
W każdej chwili można uruchomić urządzenia kuźni wodnej zbudowanej w
odległej dobie renesansu na Potoku Oliwskim w Dolinie Powagi przy dzisiejszej
ulicy Bytowskiej 1 w Oliwie i wznowić przerwaną przed ponad pięćdziesięciu laty
produkcję. Kuźnię zbudowano w głębokim obniżeniu terenu, poniżej zapory
spiętrzającej wody zlewających się opodal potoków: Oliwskiego i Prochowego.
Część mechanizmów pamięta jeszcze lata przedwojenne i bardziej odległe, inne
odtworzono w latach siedemdziesiątych XX wieku.
Wystarczy otworzyć upusty akweduktów łączących kuźnię ze stawem, by
masy spadającej wody wprawiły w ruch trzy koła nasiębierne, dwa duże i jedno
mniejsze (stąd na-siębierne, że biorą „na się" spadającą wodę). A wtedy
zaczną wznosić się i opadać wielkie ćwierćtonowe młoty, a masywne nożyce do cięcia grubej blachy rozpoczną miarowe
rozwieranie i zamykanie miażdżących szczęk. Głuche uderzenia młotów i dźwięczne stukotanie ręcznych młotków, poskrzypywanie drewnianych wałów i
łoskot spadającej wody przywracają atmosferę, która od schyłku XVI wieku przez kilka
stuleci panowała na tym miejscu. Jak dawniej, i dzisiaj, po mrocznych wnętrzach
uwijają się kowale. Już z ulicy słychać ich pracę. Z dalekich
zakątków świata przyjeżdżają badacze oraz
miłośnicy zabytkowych zakładów
przemysłowych, żeby to zobaczyć na
własne oczy. Jak tam trafić? Do
Doliny Powagi najprościej trafić kierując się na Dolinę Radości, u której wylotu jest rozłożona, oddzielona
od tamtej niedużą Doliną Schwabego.
Najłatwiej dotrzeć tam ulicą Kwietną,
która bierze początek przy Starym
Rynku Oliwskim. Jeśli wybieramy się
po wizycie w ogrodzie zoologicznym, wygodniej
będzie zejść na ulicę Kościerską i
wyminąwszy instytuty budownictwa wodnego
i geologii PAN, wziąć najbliższy zakręt w lewo, by po chwili wyminąć po prawej dawny „Żeliwiak" ze stojącym na wspólnej z nim
parceli zapuszczonym Dworem Ernsttal i zaraz ukazuje się kuźnia. Spoza jezdni wynurza się z głębokiego
obniżenia drewnianymi szczytami oraz krytymi
gontem dachami. NAJWIĘKSZA Kuźnię, zwaną od pracujących w niej dwóch wielkich młotów młotownią (niem. Eisenhammer, Hammerwerk, dzisiaj określaną umownie jako Młyn XIII), wzmiankują źródła pisane już w 1597 roku, kiedy stanowiła własność posiadacza wielkich dóbr, Jana Klinghammera, od którego przejął ją drogą kupna opat oliwskich cystersów Dawid Konarski. Nie wiemy jednak, kiedy ją zbudowano. Przypuszcza się, że nastąpiło to przed 1597 rokiem, niektórzy powiadają, że w średniowieczu. Uznaje się niemal powszechnie, że była największą młotownią nad tutejszym potokiem.
W 1957 roku kuźnia była już malowniczą ruiną pozbawioną dachów. Na
odsłoniętą maszynerię bezlitośnie nacierały siły przyrody, czyniąc
ogromne spustoszenie. Stan taki utrzymywała się dłużej niż dwadzieścia lat. Ruinę
młotowni przejęło warszawskie Muzeum Techniki NOT. Na pełną odbudowę i otwarcie kuźni
jako placówki muzealnej trzeba
było czekać do 1978 roku. Duży udział w
odbudowie miał ojciec obecnego opiekuna,
Zbigniew Wilk. Z NIEWIELKIMI ZMIANAMI Zasada działania kuźni oliwskiej oraz jej architektura w
zasadzie nie zmieniły się od najdawniejszych czasów. Siły motorycznej dostarcza ogromny
zbiornik wodny o pojemności ośmiu tysięcy metrów sześciennych, stworzony w efekcie
spiętrzenia Potoku Oliwskie-go długą zaporą. Przypuszczalnie istniejące dawniej w tym
miejscu stawy kuźnicze były niewiele mniejsze. Wykonane z drewna dębowego koła wodne
już w połowie XIX wieku MŁOTY, NOŻYCE, PIECE Podobno każde z dużych kół może „przerzucić" w jednej sekundzie nawet 0,6 metra sześciennego wody. Na ich obwodach znajdujemy czterdzieści cztery gięboko osadzone łopaty. Osiągana największa moc tych turbin to piętnaście kilowatów. Ich potężne osie wykonano z dębu, każdą z jednego pnia. Mają kształt wydłużonych kloców o wymiarach 70 x 70 x 800 centymetrów. W pewnym oddaleniu od kół wodnych nasadzono na te wały stalowe obręcze z dziesięcioma równo rozmieszczonymi zębami (trybami). To one podczas obrotu naciskają na trzony (dźwignie) 250-ki-logramowych młotów, powodując ich uniesienie i upadek na kowadło. Uwzględniając powstałe przez lata luzy, jeden obrót koła wyzwala średnio trzy uderzenia, nie zaś dziesięć, jak podaje się w literaturze - stwierdza Dariusz Wilk. Młoty spadają na kowadło z wysokości 40-50 centymetrów. Podaje się, że wysokość zależy od prędkości obrotów koła. Powiada się też, że z wałem były kiedyś sprzężone przekładnie mechanizmów poruszających miechami, ale i z tym poglądem nie zgadza się obecny opiekun, który twierdzi, że nie było takiej potrzeby.
Małe koło jest osadzone na dębowym wale o wymiarach 50 x 50 x 470 centymetrów. Na jego obwodzie znajdują się trzydzieści dwie łopaty. Daje napęd nożycom do cięcia blach i prętów o grubości do czterdziestu milimetrów. Zamocowany na osi mimośród powoduje w czasie pełnego obrotu jedno rozwarcie i zaciśnięcie szczęk. W latach, kiedy w kuźni produkowano narzędzia rolnicze, podobno nożycami okrajano z grubsza lemiesze. Pan Dariusz powiada, że sprowadzone zostały do kuźni podczas modernizacji przeprowadzonej około 1930 roku, dla pani Marty były od zawsze.
Obroty kół wodnych można przyspieszać i zwalniać. Wystarczy odpowiednio otworzyć lub przymknąć klapę zasuwy umieszczoną nad każdym w korycie akweduktu. Jak powiada Dariusz Wilk, zwiększając lub zmniejszając strumień spadającej wody możemy w przypadku dużych kół osiągać prędkości od dwudziestu do osiemdziesięciu obrotów na minutę, powodując w tym samym czasie nawet do dwustu pięćdziesięciu uderzeń młota. Klapami zasuw operujemy przy pomocy systemu dźwigni. Można je blokować w czterech ustawieniach stopniujących pożądany zrzut wody. Chcąc zatrzymać koło, wystarczy zamknąć zasuwę albo tak obniżyć zastawkę kanału, by woda nie podniosła się do poziomu jego końcowego odcinka z zasuwami i uchodziła bezpośrednio do tak zwanego przelewu bocznego. Czym byłaby kuźnia bez pieca? W Oliwie znajdujemy piece w obydwu
budynkach. Prawobrzeżny do dzisiaj jest nadmuchiwany SĄ I INNE Spośród zaledwie dwóch zachowanych kuźni wodnych w Polsce, tylko oliwska
jest zdolna do pracy. Druga, w Nowej Słupi na Kielecczyźnie, to dzisiaj
martwy eksponat nadający się tylko do zwiedzania. Nasza, jedyna w swoim rodzaju
młotownia, nie jest w Europie osamotniona. W dobrym stanie utrzymały się podobne obiekty w
Bawarii, a kilka z nich to prawdzi NA NOWO PO STAREMU Łatwo dostępne i stosunkowo niedrogie drewno, które posłużyło pierwszym budowniczym za podstawowy budulec maszynerii młotowni oraz osłaniających ją budynków, zaczęto z czasem zastępować żelazem, stalą i betonem. Najpoważniejszą gruntowną modernizację przeprowadzono bodaj w 1943 roku. Co ciekawe, kiedy wykonywano betonowe leża pod wały kół wodnych, nie zdemontowano starych drewnianych, tylko obudowano je szalunkiem i zalano zaprawą. Właśnie te wcześniejsze konstrukcje wynurzają się dzisiaj w miejscach, gdzie beton został wypłukany przez nurt Potoku Oliwskiego. Miejmy nadzieję, że
ktoś odpowiedzialny to kontroluje i nie grozi kolejna katastrofa, jak
niedawna z roku 2000, kiedy prawobrzeżne koło
obsunęło się o 30 centymetrów i trzeba
było pokonać dużo trudności, by osadzić je na właściwym poziomie.
Specjalnie sprowadzony pięćdziesięciotonowy
podnośnik musiał spełniać wiele rygorystycznych wymogów, zanim został zainstalowany wewnątrz zabytku. Choć po wojnie, wskutek poważnych zaniedbań, kuźnia uległa straszliwej
dewastacji, w latach siedemdziesiątych odbudowano ją z dużym pietyzmem. Konstrukcję
budynków postawiły Pracownie Konserwacji Zabytków z Gdańska.
Większość elementów drewnianych, między innymi gigantyczne osie, powstawały w
tartaku we Wrzeszczu blisko torów PKP. Dużą część prac wykonali zrzeszeni w gdańskich
cechach rzemieślnicy. Najtrudniejsze okazało się odtworzenie kół wodnych. Udało się jednak
i 17 czerwca 1978 roku nastąpiło długo oczekiwane otwarcie. CIEPŁE SPOD MŁOTA Oliwska filia
Muzeum Techniki NOT funkcjonuje od początku, o czym wspomnieliśmy, również jako warsztat. Początkowo wytwarzano tylko wyroby pamiątkarskie. Dzisiaj, poza sezonem turystycznym, kowale Dariusza Wilka świadczą szeroko
rozumiane usługi dla ludności. W styczniu
odkuwali w lewobrzeżnym budynku
ozdobne balustrady do kilku balkonów. Współcześni
majstrowie nie posługują się jednak
starymi urządzeniami. Piec na lewym brzegu posiada nawiew elektryczny i nie
rozgrzewa się go jak dawniej drewnem
czy węglem, ale koksem, który rozpala się gazem. Również nie wykorzystuje się Kuźnia ożywa „po staremu" w sezonie turystycznym,
który obowiązuje od 2 maja do 31 października. Wówczas można obejrzeć wirujące koła
wodne oraz poruszające się miarowo mioty i nożyce, puszczane w ruch w godzinach
otwarcia muzeum. Chętni większych wrażeń mogą umówić się na pokaz pracy kowali
demonstrowany za dodatkową opłatą. Trwa to około pół godziny. Panowie zakładają długie
skórzane fartuchy i prezen NIESTETY Dawniej mieszkańcy Trójmiasta nie zachodzili do oliwskiej kuźni zbyt
często. Czyżby dlatego, że w Spisie Zabytków Architektury została zaliczona zaledwie do
drugiej grupy? Najczęściej zaglądały tu przyjezdne grupy autokarowe.
W ostatnich latach większość zwiedzających to spacerowicze i turyści
Są i inne problemy. Jeden szczególnie nęka turystów
zmotoryzowanych i grupy autokarowe. W bliskim sąsiedztwie brakuje bowiem parkingu. Mimo
że to zabytek w pewnym sensie „warszawski", przede wszystkim jednak jest gdański, i
miasto powinno zapewnić mu lepsze warunki. Dodajmy, że unikalny w skali ![]() DODATKOWE ATRAKCJE
Na
odwiedzających ten zakątek Oliwy czeka,
poza zabytkową kuźnią, jeszcze jedna
atrakcja. Po przespacerowaniu kilkuset kroków
w górę potoku możemy zajrzeć do słynnego
niegdyś podgdańskiego gasthau Wykorzystano: Majewski Wojciech, „Zabytkowa kuźnia wodna
na Potoku Jelitkowskim", [w:]
Materiały l Sympozjum Zabytki
Hydrotechniki w Polsce, Gdańsk 1996;
|
||||||||||||||||||||||
![]() |