Wydrukuj tę stronę

Fragment "Małej kroniki rodziny Grimmer"

Lut 24, 2011

Walter-Otto Grimmer - Douw (Danziger Otti)
(1898-1955)

Fragment "Małej kroniki rodziny Grimmer" - autor Michael Grimmer

Walter-Otto urodził się 8 czerwca 1898 roku w Rotterdamie. Uczęszczał do tej samej szkoły, do której chodziła jego dwa lata starsza siostra (Anna ?Annie? Margaretha Grimmer). W tamtym okresie rodzeństwo nie miało właściwie żadnego kontaktu ze swoją szwajcarską ojczyzną. W przeciwieństwie do rodziców (Karl Heinrich Ernst i Anna Margaretha Grimmer-Rutz) żyli oni całkowicie ?po holendersku?. Ich matkę cechowało silne poczucie solidaryzmu społecznego. Odwiedzała wszystkie rodziny robotników pracujących w browarze i ludzi mieszkających w przytułkach. Również ojciec jako dyrektor browaru (Oranjeboom - Brauerei) był bardzo lubiany przez pracowników. Wielu z nich bywało w domu Grimmerów. Całkowicie inaczej zachowywał się drugi, holenderski dyrektor, którego robotnicy tak nie cenili.

z5887286X

W tym kręgu rósł Otto. On i jego siostra przeżyli beztroską młodość i odebrali bardzo solidne wychowanie. Rodzice robili dla Otti wszystko. Umożliwiali rodzeństwu kulturalne spędzanie czasu w Holandii oraz wyjazdy do szwajcarskiej ojczyzny.

Otto i jego małżonka Joop Douw, która urodziła się 13 maja 1898 roku, uczęszczali w swoim czasie do tych samych szkół. Szkoły te leżały w rotterdamskim porcie. Następnie w Delft Otto ukończył szkołę inżynierską. Jego ?holenderska krew? wyraźnie dała o sobie znać podczas wojny 1914-18. Służył jako ochotnik w holenderskiej armii w randze porucznika (Leutnant). Na dalsze szkolenie wojskowe udał się do Szkocji.
Istotną cechą jego charakteru było upodobanie do zwierząt.

Nazajutrz po ślubie, 22 czerwca 1922 roku, młode małżeństwo wywędrowało do Wolnego Miasta Gdańska. Otto został tu zatrudniony w szkockiej firmie budującej kopalnie. Zajmowała się ona skupowaniem pni drzew, które spławiano Wisłą, wyławianiem ich u jej ujścia, cięciem go na grube deski i wysyłką drogą morską do Anglii. Była to firma międzynarodowa, która płaciła pracownikom w obcej walucie, ponieważ w Niemczech trwał wówczas kryzys finansowy i panowała hiperinflacja.

113a_166

 spławiane drewno - Gdańsk Nowy Port

 W pamięci syna, Hansa-Jokela, szczególnie przechowała się znana z opowieści rodziców wolnostojąca willa w Gdańsku Oliwie. Była to willa z 7 pokojami i ogrodem. Dom został nabyty za 20$ (!). Warto dodać, że w 1923 roku za dwukilogramowy bochenek chleba płacono taką liczbą banknotów RM (Reichsmark), że zapełniały one cały kosz od bielizny.

W Oliwie, gdzie przeżyli najpiękniejsze lata, przyszło na świat w 1924 i 1929 roku dwóch synów, Hans-Jokel i Otto-Heinz. Do czasu, aż w Gdańsku pojawił się nacjonalizm, co dwa lata przebywali oni na wakacjach w Holandii albo Szwajcarii. Dla 14-letniego Hansa-Jokela poranne powitanie nauczyciela słowami ?Heil Hitler? było katorgą. On jako obcokrajowiec mógł przy tym siedzieć, ale był uważany przez resztę za ?czarną owcę?. Starsi nauczyciele, którzy okazywali mu sympatię, byli przez nacjonalistycznego dyrektora szykanowani. Hans-Jokel był jedynym uczniem, który zapisał się na naukę języka angielskiego, dlatego też zajęcia zostały odwołane.

W 1939 roku w połowie sierpnia, 14 dni przed wybuchem wojny, zanim wjechały oddziały niemieckie i rozpoczął się pogrom Żydów, Walter Otto w ciągu jednej nocy zorganizował wyjazd wraz z żoną i dwójką synów.
Każdy z nich mógł zabrać ze sobą tyle, ile zmieściło się w pojedynczej walizce. I tak znaleźli się w Szwajcarii. Dla chłopców miał to być wyjazd na zawsze. Było to pożegnanie ze szczęśliwą młodością w obcym kraju.

Otto wrócił jednak z powrotem do Gdańska. Chciał uratować dla rodziny tyle, ile się da. Okres ten zaliczył on do najgorszych lat w swoim życiu: atak na Westerplatte, czas wojny, zniszczenia i wkroczenie Armii Czerwonej. Mimo starań nie udało mu się odzyskać ani swojej firmy, ani domu. Przez 14 miesięcy jego rodzina nie miała o nim żadnych wieści. Dopiero w 1945 roku przed Bożym Narodzeniem w nieznany sposób Otto pojawił się znów w domu. Wrócił bardzo schorowany. Niemieckie uciekinierki potwierdziły, że Otto Grimmer w najgorszym okresie wzniósł się na wyżyny poświęcenia, w pełnej ofiarności postawie stał u boku kobiet i dzieci, udzielając im pomocy. Jego dom służył innym jako tymczasowe schronienie. W ciągu długich miesięcy znalazło tam ratunek i dach nad głową w sumie ponad osiemdziesiąt osób.

Nadludzki wysiłek fizyczny i przeżycia psychiczne poważnie podkopały jego zdrowie oraz przyczyniły się do przedwczesnego wyczerpania jego sił życiowych.

Ułożył sobie życie w Bernie, gdzie zmarli już jego rodzice, a od 1939 roku mieszkała żona i dzieci. Zajął się handlem znaczkami pocztowymi. Mógł też z radością obserwować, jak jego synowie dorastali i się usamodzielniali. Największą radością Ottona były narodziny pierwszego wnuka.

Wśród najbliższych przeżył ostatnie lata życia. Zmarł 10 grudnia 1955 roku w wieku 57 lat.

Joop mieszkała sama w Wabern koło Berna. Tam zmarła w 1976 roku.

Tekst: Michael Grimmer
Tłumaczenie: Anna Kruszyńska / Radosław Zaczykiewicz
Redakcja tekstu: Leszczyna 

Ostatnio zmieniany wtorek, 03 marzec 2015 08:25